Początkowo Dali miało być jedynie miejscem przez które chcieliśmy
przejechać, zobaczyć i pojechać dalej – na Wyżynę Tybetańską. Jednak
okolice Shangri-La okazały się już za zimne i zbyt odległe, a okres
legalnego pobytu w Chinach dobiegał końca. Trudno opisać z jakim żalem
rezygnuje się z jednej z najważniejszych perełek zaznaczonych na swojej
mapie marzeń zwłaszcza, gdy jest się tak blisko! Ale czasami trzeba
dokonać wyboru i choć decyzja niekoniecznie jest satysfakcjonująca, to
tak trzeba, i już.
Żeby jednak zobaczyć choć trochę inne Chiny niż dotychczas, pełne
tradycji i pięknych widoków, polecono nam właśnie Dali i uznaliśmy, że
tym razem chcemy dotrzeć chociaż tam. A Tybet zostawiliśmy sobie na
następny raz ;).
Choć do tego miejsca nastawieni byliśmy dość sceptycznie, to Stare
Miasto Dali zauroczyło nas zanim jeszcze wjechaliśmy w jego
najatrakcyjniejszą część.
Tak bardzo odmienne, spokojne, pięknie położone słoneczne miasteczko (sama jego dolina
znajduje się na wysokości 2000 m.n.p.m.!). Na
szczęście jest stosunkowo odległe od jego nowej części, która w dzień wygląda
jak zwykłe, duże, chińskie miasto, a w nocy tak, jak zawsze wyobrażałam
sobie Las Vegas. W każdym razie ta właściwa - stara - część, otoczona jest z jednej strony rozległym
jeziorem, a z drugiej pięknym łańcuchem gór. Samo centrum natomiast, odgrodzono
murem, z czterema pięknymi bramami miejskimi.
Ludność zamieszkująca te tereny to mniejszość narodowa Bai, czyli
„biały”, co podobno wywodzi się od bardzo charakterystycznych, białych
zabudowań i tradycyjnych strojów z dużą ilością tego koloru. Choć my
akurat. spotykaliśmy tam ludzi w bardzo kolorowych wdziankach, pewnie
nieco mniej odświętnych, ale pięknych. Między innymi oni tworzyli
nieprawdopodobny klimat tego miejsca – mieszkańcy noszący na co dzień
tradycyjne stroje zamiast jeansów i koszul napływających z wszędąd.
Oczywiście nie wszyscy, ale bardzo duża ich część.
Inną charakterystyczną wizytówką miasta są kobiety z nosidełkami,
służącymi do przemieszczania dzieciaków i wyszywanymi zwykle w piękne,
ludowe wzory. Jest ich cała masa i nie ma konkursów na najładniejszy
wózek na blokowisku, bo nie ma wózków ;). Ale możliwie, że jest na
najatrakcyjniejsze nosidełko :)).
Mnie bardzo spodobała się tamtejsza ciekawa formą plecaka czy siatki,
czyli na każdym kroku spotykane, bardzo praktyczne kosze na… wszystko
:). Taki jak ma ta pani na poniższym zdjęciu.
A to tylko garstka charakterystycznych elementów tego miejsca.
Ogromną zaletą mniejszości Bai jest ich zakorzenienie w tradycji, którą
kultywują do dziś i widać to na każdym kroku. To kolejne miejsce, gdzie
czas się jakby zatrzymał i choć pod turystów przystosowano parę lokali
czy sklepów, to jednak większość jest jak z zupełnie innej bajki. Przed
sklepikami z regionalnymi wyrobami siedzą tubylcy i ręcznie wyszywają,
kleją, kują, kształtują, czy malują sprzedawane towary.
Nigdzie indziej nie widzieliśmy takich sytuacji z taką częstotliwością.
Co ciekawe, z tych ludzi bije prawdziwa duma z tego co robią, kim są i
jak wyglądają. Są uprzejmi, ale zdystansowani, jakby nieufni. To
naprawdę niezwykłe społeczeństwo, budzące prawdziwy respekt, bo choć w
dzisiejszych czasach są jedynie mniejszością narodową Chin, to udało im
się zachować godność, tradycję i autentyczność, którą my – europejczycy –
świadomie tracimy na konto zachodnich „doskonałości”, śmiejąc się
często z własnego folkloru…
Wewnątrz Starego Miasta znajdują się normalne domy mieszkalne,
hotele, targi, stragany, sklepy, restauracje, czy kawiarnie. Oczywiście
na każdym kroku ktoś coś sprzedaje po prostu na kocyku, czy stołeczku.
Owoce, warzywa, zabawki, czy ser na patyku z czekoladą :D. Jest
kolorowo, różnorodnie i gwarno :)
Wracając jeszcze do wyglądu miasta, wspomniana wcześniej biała zabudowa
spotykana jest wszędzie. Domy, hotele, bramy do gospodarstw, wszystko
jest białe i zdobione szaro-niebieskimi rysunkami przedstawiającymi
krajobrazy, zwierzęta, czy rośliny. Wygląda to pięknie i jest bardzo
charakterystyczne dla tego miejsca.
Poza tym Dali jest nazywane miastem kamienia, gdyż słynie z wydobycia i
artystycznej obróbki głównie kolorowego marmuru. Można napotkać wiele
mniejszych i większych sklepów z wyrobami wszelkiego rodzaju, od dzbanów
po stoliki i obrazy będące ciekawym wykorzystaniem właściwości
kamienia.
Nieopodal Starego Miasta znajdują się również trzy Pagody Santasi
położone w bardzo malowniczym miejscu, u podnóża gór. Można przetuptać
sobie spacerkiem wzdłuż górskiego łańcucha i – niestety – autostrady ;) a
także podjechać tam busikiem miejskim. W tym momencie utworzono tam
cały Park Santasi, obiletowano i poogradzano. Cena za wejście zmusiła
nas do obejrzenia ich jedynie z zewnątrz, ale jak ktoś nie musi aż tak
oszczędzać jak my, to myślę że warto zakupić bilet, bo ze zdjęć na
folderach można wywnioskować, że położenie przy jeziorkach, parkach i
innych urokliwych warunkach naturalnych, warte jest obejrzenia z bliska
:)
Generalnie Dali ma klimat, jak mało które miejsce na ziemi, które
mieliśmy dotąd okazję zobaczyć. Czuliśmy się tam bardzo dobrze.
Nieopisanie dobrze! Mogliśmy spacerować, podziwiać, wchodzić w najmniej
uczęszczane, ciasne uliczki, zaglądać do najciekawszych pubów, próbować
tamtejszego jedzenia i się nie nudzić :).
Wyjeżdżając, odwróciliśmy się za siebie – podobno to oznacza, że jeszcze się tam wróci…
Ja obejrzałam się dwa razy ;) tak na wszelki wypadek…
Etykiety: Azja, Chiny, dookoła świata, folklor, góry, Mury Miejskie, świątynie, targ, tradycyjna architektura