To, że my kulturalni ludzie są, każdy widzi.:D Jedno z nas - żeby móc to udowodnić - specjalnie muzykologię na uniwersytecie skończyło! Papiery są, dowód jest, mamy jasność co do tego, no nie? ;)))
Między innymi dlatego Kandy - kulturalna stolica Lankijczyków - stało się pozycją obowiązkową, na liście miejsc do odwiedzenia w tej wyprawie. I fajnie, tylko nie przewidzieliśmy, że droga do tej lankijskiej perełki, z położonego wysoko w górach Nuwara Eliya, może awansować do miana jednej z najtrudniejszych tras w naszych podróżach. Jeśli ktoś myśli, że serpentyna koło Sanoka przyprawia o zawrót głowy, to proponuję sobie wyobrazić, że jest ona prostą i nijak nie pochyloną drogą w porównaniu do tego cejlońskiego przeskoku wysokościowego, który za pomocą wielo-kilometrowych (konkretniej 58,5 km!!) zawijasów prowadzi [niekoniecznie stopniowo] w...

...dół. Jechaliśmy więc sobie tym busikiem, "serpentynując" tak przez kilka godzin bez przerwy, a ja - stając się coraz bardziej zielona - nie dowierzałam, że świadomie wybraliśmy busa zamiast pociągu. I co z tego, że wokół piękne plantacje herbaty, czy inne spektakularne widoki, jak ze zmęczenia organizmu i tak się zasypia (właściwie całe szczęście, że się udaje!;)).
W samym Kandy negatywnie zaskakuje nas hotelik w centrum, ale pozytywnie kolacja na mieście... więc jakaś równowaga zostaje zachowana. ;) Dlaczego negatywnie? Ponieważ pomimo wcześniejszej rezerwacji, nie dostajemy zamówionego pokoju, ale przydzielają nam inny. Jest to zabudowane pomieszczenie przy kuchni, z jedynym oknem, właśnie na tę kuchnię oraz fragment jadalni. Pomimo zapachu spalonego tłuszczu, nie ma jak go wywietrzyć, a upał w pomieszczeniu możemy zminimalizować wiatrakiem, który podpięty jest do jedynego gniazdka elektrycznego w pokoju. Więc albo wiatrak, albo ładowanie jednego telefonu, albo ładowanie drugiego telefonu, albo ładowanie tabletu, albo ... i tak dalej. No i nie zapominajmy - łazienka z toaletą jedynie na zewnątrz, koło recepcji, czyli mocno publiczna (domyślacie się jak takie łazienki wyglądają w wielu miejscach w Azji? Jeśli tak, to szybko skończcie to sobie wyobrażać, a jeśli nie - to lepiej dla Was!;)). Z tym, że było tanio. No... czyli jest jakiś pozytyw - więcej kasy w portfelu i staramy się nie myśleć o traumie.

Czas na pozytywniejsze aspekty - jest to miasto z bardzo fajnymi restauracyjkami i kawiarniami. Kuchnie azjatyckie, fusion, tradycyjne i współczesne, pod miejscowych i turystów, a także pod jednych i drugich. Ceny do zniesienia, a jakościowo fajne i bardzo fajne. Na przykład, pierwszą kolację zjedliśmy w White House i była tak smaczna, że jeszcze tam później wróciliśmy i zdecydowanie polecamy. Kolejnego dnia - przy śniadaniu w innym lokalu - spotkaliśmy grupę Polaków z Bielska Białej, z którymi wymieniliśmy się dotychczas sprawdzonymi miejscami (podróżowaliśmy w dokładnie odwrotną stronę, więc to była trafiona wymiana informacji;)) i udało się, odpowiednio wcześnie, zdobyć bilety na popołudniowy spektakl "Kandyan Dance Performance".

Z wejściówkami w kieszeni, poszliśmy do najpiękniejszej perełki miasta - Świątyni Relikwii Zęba Buddy. Jest to swoisty magnes dla wyznawców buddyzmu, ale nie tylko. Ze względu na ten jedyny w swoim rodzaju kompleks świątynny i niezwykłą atmosferę tam panującą, chętnie zaglądają tam wszyscy inni. Co ciekawe, wstęp nie jest drogi, ale tutaj już bardzo restrykcyjnie traktuje się ubiór wpuszczanych do środka osób. Nie tylko panie ale i panowie mają mieć zakryte nogi oraz ramiona, a także odpadają bardzo obcisłe ciuchy i dekolty. Jeśli nie ma się swoich nakryć, można za opłatą wypożyczyć coś przy wejściu. No i bardzo polecamy zabranie skarpetek! Buty - naturalnie - trzeba zdjąć, ale ponieważ nagrzany od słońca beton, czy posadzki parzą niemiłosiernie, to nikt nie ma nic przeciwko [schludnie wyglądającym] skarpetkom. Większość osób miała ze sobą (my oczywiście też), ale ci, którzy nie mieli nic, to tak jęczeli, że z pewnością nie zapomną następnym razem. ;)












Spędziliśmy tam sporo czasu, ale kompleks jest duży, ciekawy i jakoś tak... nie miało się ochoty zwiedzać tak uduchowionego miejsca, w pobieżnym pośpiechu. Gdy wyszliśmy, w znajdującej się nieopodal firmie transportowo-turystycznej, wynajęliśmy wana z kierowcą na następny dzień. Mianowicie chcieliśmy przemieścić się na północ wyspy, ale z zahaczaniem o ciekawsze miejsca po drodze. I na taki tryb podróży, samochód z kierowcą jest idealnym rozwiązaniem (oczywiście, gdy nie ma się za wiele czasu). Transport zamówiony - czas na spektakl!
Aby przeczytać artykuł z tego wydarzenia, który powstał przy współpracy z portalem muzycznym
PolskaMuza.eu zapraszam
TUTAJ :)
Etykiety: Azja, folklor, jedzenie, muzyka, Sri Lanka, świątynie, transport, UNESCO